Mi się udało za pierwszym razem i to w sumie niechcący...
Bo byliśmy nieco skonani po wędrówkach w poprzednich dniach i plan był taki, aby "zaliczyć" tylko Przełęcz Świnicką i zejść.
A jak już dotarliśmy na Przełęcz to naszło mnie, aby podejść jeszcze kawałek na Świnicę.
Moja YL SQ5RZP "rozbiła obozowisko" na Przełęczy i pilnowała moich gratów.
A ja uzbrojony jedynie w GPS-a, radio, aparat foto i pół litra (wody mineralnej oczywiście) poszedłem w górę.
Miałem zamiar podejść z 50 m w górę i zejść, ale potem postanowiłem chociaż do łańcuchów dojść.
A jak byłem przy łańcuchach to żal już było nie wejść na sam szczyt

Pogoda była taka sobie - nadeszła duża chmura i momentalnie zrobiło się zimno i wilgotno.
Z dołu wyglądało to ponoć bardzo niepokojąco.
Ale udało się i dopiero jak schodziliśmy w dolinę gdzieś bardzo blisko przywalił piorun i zaczęło lać.